Krwawy umysł od kuchni?

Nie zmieniłem tematyki swojego bloga na kulinarną, jednak obok pisania jest jeszcze jedna dziedzina, która sprawia mi wiele radości. Jedzenie. Nazwijmy to po imieniu, a na drugie imię jej gotowanie. Ranek zaczął się dla mnie wyjątkowo wcześnie – kawą i spełnieniem obowiązków studenta (tłum. konsekwencje lenistwa); zakupami i sprzątaniem w kuchni (dziś moja kolej).  Uporałem się z tym wszystkim do pierwszej (łącznie z ogromną kolejką w supermarkecie). Wtedy też zjadłem śniadanie. Pomyślałem, że obiad zacznę przygotowywać po 17:00. Gotuję dla siebie.

Słuchałem w kółko nowego singla Lenny’ego Kravitza The Chamber, wciąż nie mogę przestać. Na książki Stephena Kinga w formacie kieszonkowym tylko zerkałem, spałem niewiele tej nocy. Pewnie kilka linijek pożarłby brak skupienia. Nie sięgnąłem po nic. W kuchni włączyłem małe radio. Zabrałem się za danie, na które miałem ochotę. Ochotę mam także na skończenie drugiej książki, pod tytułem Imię Kruka, tyle że pochłonęła mnie inna – Masywną konstrukcję. Staram się rozsądnie zarządzać czasem. Dużo sypiam, a tym także trzeba zarządzać z głową (wedle hierarchii: sen + pozostałe życiowe obowiązki).

Nie kupiłem sosu w proszku! Kupiłem śmietanę 12% i zioła; oczywiście filet z kurczaka i makaron, który ostatnimi czasy przypadł mi do gustu. Tym razem szpinakowy w gniazdkach, wcześniej próbowałem podobny, ale pomidorowy. Nie prędko się z nimi rozstanę. Chyba, że prędko umrę, bo mięso wyglądało podejrzanie. Nie mam zaufania do mięsa na tacce, ale ani myślałem stać w kolejce, bo druga taka ciągnęła się do kas. Ten makaron wyjątkowo szybko dochodzi do siebie, kurczaka podsmażyłem na patelni bez dodatku tłuszczów, ufając, że wytopią się z samego mięsa. Czuję się, jakbym słyszał podobne słowa w jakimś kulinarnym programie. Podłapałem schemat.

Zmieszałem zioła z śmietaną i odrobiną wody, solą i pieprzem. Posypało się też kilka drobno posiekanych ząbków czosnku. Wstrząsnąłem wszystkim i rozlałem na kurczaka. Pilnowałem, a kiedy odcedzałem makaron zerkałem, czy nic się nie pali, łącznie z meblami. Następnym razem zaproszę znajomych. Następnym razem będzie czerwone mięso, może podduszone winem i suszone pomidory w oliwie, pokrojone w paseczki. Tylko który makaron?

Przyjrzałem się etykietce, leżącej na gniazdkach (tej na mięsie dwukrotnie). Podczas produkcji użyto szpinaku w proszku, nie będzie jednak problemu, żeby w przyszłości podejrzeć u babci, jak robi się makaron, a liście szpinaku rozdrobnić blenderem. Zmieszać i poeksperymentować.

Dziś jeszcze tylko coś zimnego. To skończy się pisaniem do późnych godzin (tak czuję) i spacerem.

IMG_20140917_174819

Reklamy