REBEL HEART – Madonna – RECENZJA

mdna — kopiaKażdy z dziewiętnastu utworów opisałem osobno na podłużnych kartkach z notesu, to były pierwsze szkice, notatki. Wsłuchałem się w teksty piosenek, ponieważ interesowało mnie przede wszystkim to, o czym śpiewa pięćdziesięciosześcioletnia Madonna. Co dziś ma nam do zaoferowania? Jakim albumem jest Rebel Heart? Czym różni się od poprzednich i jak jest z nimi powiązany? Jak jej teksty złączone są z muzyką?

Trzynasty studyjny krążek otwiera Living For Love. Piosenka różni się od wybieranych w ostatniej dekadzie singli. To według mnie nowe Like a Prayer, ponieważ ma moc, jakiej nie miały chociażby Give It 2 Me (Hard Candy, 2008) i Give Me All Your Luvin’ (MDNA, 2012). Przekaz piosenki jest jasny i pozytywny. Artystka śpiewa o sile, jaką znalazła w sobie jako kobieta, aby udźwignąć rozpad związku, zerwanie, rozstanie. Kobieca dominacja, co zapewne nie dziwi w przypadku Madonny, będzie przewijać się przez niejedną piosenkę (poza dwoma wyjątkami Joan of Arc i HeartBreakCity, w których niejako przyznaje się do swoich słabości). O kontrowersjach, jakie wywołał pierwszy singiel pisałem w poprzednim felietonie:

Dla wielu „uczulonych” na punkcie jej religijnych prowokacji rogaci tancerze to nie byki, a diabły. Widok kapłanki w czarno-czerwonej stylistyce nie pozostawia zatem wątpliwości, że chodzi o rytuał. Teledysk do pierwszego singla Living For Love ma być modlitwą do szatana, któremu podmiot oddaje się, którego wpuszcza do środka i (dopiero) prosi Pana o pomoc. Oczywiście fanatycy zapominają o najważniejszych wersach. Tych o miłości, która unosi, uskrzydla…

Tym, którym znudzi się wersja studyjna polecam także wyjątkowo udane remiksy: Living For Love (Offer Nissim Living For Drums), który wykorzystała podczas występu na żywo we francuskim programie Le Grand Journal nadawanym na Canal+ oraz Living For Love (Offer Nissim Living For Drama Remix), który znalazł się na singlu CD i stał się częścią niezapomnianego występu na Brit Awards 2015.

The ground beneath my feet’s getting warmer…

Drugim utworem na płycie jest Devil Pray, o duszy albumu American Life (2003), który uwodzi prostotą gitary i jest jednym z moich ulubionych utworów Madonny. Pokochałem go od pierwszych sekund już w grudniu, gdy pojawił się na iTunes z pięcioma innymi piosenkami, przygotowanymi specjalnie przed świętami, po wycieku trzynastu pierwszych demówek. To pierwszy utwór, który zdradza przestrzeń albumu – mrok. Podmiot w kilku utworach zostaje osadzony w ciemności. Tutaj błaga o cokolwiek, w co byłby w stanie uwierzyć, pożąda wiary. Prosi o lekcję modlitwy, potrzebuje spowiedzi. Wymienia złudne atrakcje świata materialnego – od narkotyków po kwas. Występuje w roli kusiciela. Przypomina, że wszystkie te atrakcje oddalają człowieka od prawdy i ocalenia duszy. Madonna radzi przyłączyć się do podróży (odnalezienia właściwej drogi), w oksymoronicznej modlitwie diabła opowiada o ludzkich słabościach, podejmowaniu trudnych decyzji, ułudzie, rzeczach, które mamią człowieka i przede wszystkim o przezwyciężaniu złego w samym sobie. Devil Pray ma chwytliwą melodię, a głos artystki brzmi wspaniale. Jeden z zagranicznych recenzentów porównał utwór do Aury Lady Gagi. Musiał mieć wyjątkowo zły dzień lub chciał zabawić się w powtórkę z Born This Way (tym razem vice versa), ale bez sukcesu.

Do tej pory za najpiękniejszą balladę Madonny uważałem Time Stood Still (The Next Best Thing, 2000). Powstała druga, równie zachwycająca zatytułowana Messiah, osiemnasty utwór na płycie. Podoba mi się jeszcze bardziej niż nagrodzony Złotym Globem Masterpiece (MDNA, W./E., 2012). Tekst Messiah nie jest jednoznaczny. Madonna znów śpiewa o miłości, ale obiekt jej pożądania składa się jedynie z wybranych atrybutów, cech mesjasza. Sama występuje w roli czarownicy, a odprawiany rytuał ma rozpalić miłość. Przestrzenią znów jest ciemność, w której zapala świecę. Chce zwrócić uwagę na ciemną stronę tego uczucia. Zakochana wymaga pełnej uwagi od drugiej osoby, absolutnego pozyskania, bez możliwości odczynienia uroku. Madonna też musi być fanką American Horror Story. Piosenkę spróbowałbym połączyć z I Put a Spell On You i głosem Annie Lennox, która podczas Grammy Awards wykonała medley z Take Me To Church Hoziera.

You can call me M tonight…

Best Night jest dla mnie tym, czym Waiting było na albumie Erotica (1992). Można powiedzieć „wszystkim” lub po prostu „najczęściej odtwarzanym utworem”. Erotyczny i intymny, czyli taki, jak większość piosenek z wspomnianego krążka. Stawia Madonnę w roli zmysłowej kochanki, która jest w stanie uczynić noc wyjątkową, nocą życia. Powracają głosy z Justify My Love (The Immaculate Collection, 1990), choć w przeciwieństwie do obrazów, jakie znamy z teledysku w reżyserii Jean-Baptiste Mondino, tutaj w warstwie tekstowej autorka domaga się intymnego kontaktu dwóch osób – ona i on (żadnych seks taśm, żadnych kamer). Szaleństwo nocy, niezapomniane wrażenia… wystarczy zamknąć oczy i wypowiedzieć życzenie. Tylko bez skruchy! Jak w Human Nature (Bedtime Stories, 1994) – „no regrets”. Melodia utworu jest łagodna i przesiąknięta wschodnim klimatem, ale nie przypomina egzotyki singla Erotica, o której mówił niegdyś w wywiadzie producent Tony Shimkin. To mantra miłości, piosenka niemal szeptana w bridge’u. Głos M. znów brzmi wspaniale. Jeśli zaś chodzi o intymność, zdaje się być uniwersalna, mamy przecież do czynienia z albumem komercyjnym, iluzją prywatności, fonicznym wojeryzmem.

Ghosttown wskazuje się jako drugi singiel, mający promować album. 2 marca Madonna wykonała go na żywo we wspomnianym już Le Grand Journal, brzmiąc fantastycznie. To kawałek o tematyce postapokaliptycznej, jak zresztą go później skomentowała, ale i o słabym człowieku, który nie był w stanie udźwignąć współczesnych mu problemów. Artystka szuka ratunku w drugim człowieku, z którym będzie wspólnie przemierzać tytułowe „Miasto Duchów”. Będą trzymać się razem, ponieważ to podziały niszczą. Szalony świat zamienił się w pył. Wszystko, co pozostało to nadzieja ulokowana w miłości. Piosenka szybko przypadła fanom do gustu, także Guy’owi  Oseary’emu, managerowi piosenkarki, który od początku widział utwór jako kolejny singiel. W Hold Tight lirycznie opuszczamy piekło, by trwać w miłości. Madonna dawno nie była tak romantyczna! Śpiewa o wyjątkowym połączeniu, w którym jedno przestaje oddychać, gdy drugie traci dech w piersiach, przestaje słyszeć, gdy przestaje bić drugie serce. Podmiot chce krwawić, kiedy adresat uczucia jest ranny. To jedna z najbardziej przekonujących piosenek, idealnie oddająca hasło „Rebel Heart”.

Zaraz po niej, na ósmej pozycji, jest Joan of Arc, niezaprzeczalnie piękna ballada, której tekst przypomina z początku teledysk Drowned World/ Substitute For Love (Ray of Light, 1998) o ciemnej stronie sławy, życiu w blasku fleszy, braku prywatności, fali negatywnych komentarzy, które trafiają do Królowej Popu. Śpiewa, że nie jest Joanną d’Arc („jeszcze nie”) i przyznaje się do swoich słabości. Jest tylko człowiekiem. To piosenka dla wszystkich, którzy o tym zapominają. Jest wdzięczna tym, którzy są z nią i wspierają ją w tych trudnych chwilach. Francuska postać historyczna, Joanna d’Arc – kobieta, święta, bohaterka – znana jest także jako Dziewica Orleańska. Przypadek? Nie sądzę (Like a Virgin, 1984).  Pesymizm wylewa się także z dziesiątego utworu, HeartBreakCity, który nazwałem częścią bolesną albumu. Słyszymy smutek, ale nie taki jak na Ultraviolence (2014) Lany Del Rey. Madonna gorzko śpiewa o porzuceniu i wykorzystaniu, skrzywdzeniu (jest „rozerwana na strzępy”). Przeklina dzień, w którym „go” spotkała, a zranienie nie pozostawia miejsca na przyjaźń. Ostatnie dźwięki fortepianu i Body Shop, powiew świeżości i otrząśnięcie się z traumy. Uśmiecham się, gdy słyszę tę piosenkę. Jest lekka i przyjemna, z elementami wschodnimi, kojarzy mi się z wykonaniem I’m a Sinner (MDNA, 2012) podczas MDNA World Tour w 2012 roku, w Warszawie, z tym psychodelicznym pociągiem przemierzającym indyjskie slumsy. W Body Shop (warsztat) ciało staje się samochodem, który mówiąc kolokwialnie, trzeba odpicować. Erotykę w humorystyczny sposób ukryto w poszczególnych czynnościach, naprawie pojazdu. Aż chce się wziąć nadgodziny! Słodka i zabawna Madonna, prawie jak w Superstar (MDNA, 2012).

Na albumie znalazły się także piosenki takie jak Unapologetic Bitch, Illuminati, Holy Water, i Inside Out. Pierwszą mogłaby równie dobrze nagrać Rihanna. To romans Madonny, choć nie pierwszy, z reggae. Doskonały utwór, gdy ktoś cię zrani, zerwie z tobą. Od razu robi się przyjemniej! Wspomnianego klimatu reggae jest w niej więcej niż w Why It’s So Hard (Erotica, 1992). Illuminati to z kolei produkcja dotknięta złotą ręką Kanye Westa, swoisty manifest, którym Madonna daje jasno do zrozumienia, że wie, co się o niej pisze. Przerywa mit i zamyka usta fanów teorii spiskowych. Przynajmniej stara się. Holy Water to Madonna wulgarna, erotyczna i bezkompromisowa („powinni tego zakazać”). Za cel przyjmuje ugaszenie pragnienia tajemniczym płynem. To jak zagadka w stylu „wystarczy pocałować i robi się wilgotne, jest święte i niepokalane (słowo, które Madonna użyła do nazwania swojej pierwszej składanki hitów, sprzedanej w 30. milionach egzemplarzy), smakuje jak woda święcona”. Słyszymy także fragment Vogue (The Immaculate Collection, 1990), który można było pominąć. Holy Water to stara dobra Madonna w nowym wydaniu – erotyczna i religijna, odważna i kontrowersyjna, z Kanye Westem, który „loves her pussy best”. Wciąż ma poczucie humoru i chce się bawić. Kto ją powstrzyma? Kto się odważy?

Sex, what do you know about sex…

Muzycznie nieciekawa i nieprzekonująca mnie, lirycznie mroczna, tajemnicza i nieco drażniąca jest piosenka Inside Out, w której podmiot chce czytać partnerowi w myślach, a spowiedź (także: bycie lojalnym, szczerym w związku) jest gwarancją miłości. Wyłania się tutaj obraz kobiety nieco mściwej, ale przede wszystkim rozdającej karty, podejmującej decyzje – stanowczej, silnej. Utwór jest mi obojętny jak Dance 2night z Hard Candy (2008). S.E.X. natomiast, siedemnasta pozycja na albumie, to najgłupsza z piosenek Madonny. Podoba mi się jedynie bridge (ale z reguły mam do nich słabość w piosenkach), w którym niemal sepleni, śpiewa niewyraźnie jak Kurt Cobain w Smells Like Teen Spirit. To pornograficzny utwór, który tylko podkreśla, że artystka niczego nie żałuje. Sex to okryty złą sławą i jednocześnie najbardziej pożądany album fotograficzny, który przyćmił świetny krążek Erotica. Zdaje się, jakby Madonny trzymała na kolanach tę książkę podczas pisania piosenki, która może przypaść do gustu jedynie fankom Pięćdziesięciu twarzy Greya (krawaty, łańcuchy, szpilki, scyzoryk, podwiązka, surowe mięso… – wylicza, jak w taniej wersji Vogue). Mimo to jest tutaj przebudzoną Ditą (alter ego z okresu Erotiki). Czy kiedykolwiek przestała? Czy jej się znudziło? Nie. Przypomniał mi się tytuł artykułu z „The Advocate” z maja 1991 roku I święta, i dziwka.

Czas na specjalnych gości. W zakręconej Bitch, I’m Madonna (którą lubię) rapuje Nicki Minaj. Idealna propozycja do klubowego szaleństwa, przypadnie do gustu i młodszym odbiorcom, i tym młodym duchem. Luz, całowanie, zabawa. Obecność jednak tej piosenki (a także S.E.X.) psuje spójność albumu. To jak obrazek z dostojną królową siedzącą na kuchennym taborecie. Ale komu ma się ze swoich wyborów tłumaczyć? Bitch, she’s Madonna! W Veni Vidi Vici z pomocą rapera Nasa wspomina (rozlicza się?) kluczowe momenty swojej kariery, przywołując je za pomocą tytułów swoich nieśmiertelnych przebojów sprawnie wplecionych w tekst. Iconic jest kolejnym utworem podkreślającym jej (i nie tylko jej) osiągnięcia. Gościnnie głosu użyczyli bokser Mike Tyson i Chance The Rapper. Nie są to złe piosenki, ale czy potrzebne albumowi Rebel Heart?

I ostatnie dwie! Zostawiłem je na koniec. Rebel Heart, tytułowy utwór kończy album, a Wash All Over Me znajdziemy na pozycji czternastej. Zacznę od tego drugiego, w którym Madonna śpiewa o świecie, jako miejscu nieustannych zmian, czyniącym z człowieka samotnika, a grunt, po którym stąpa – ziemią obcą. Życie jest tutaj niewiadomą i złudzeniem, nie trudno więc o podejmowanie złych decyzji, potknięcia, zgubienie drogi. To pokorny utwór („Kim jestem by decydować?”) o potrzebie oczyszczenia, obmycia. „Niech pada!” Los jest nieunikniony, nie potrzebuje przyzwolenia na cokolwiek. Nastrojowy kawałek z gitarą w roli głównej. Takiej Madonny dawno nie mieliśmy! Dźwiękowo, podobnie jest w Rebel Heart, zamykającym Deluxe Edition. Artystka zdradza, dlaczego nigdy nie była taka, jak inne dziewczyny, rówieśniczki. Śpiewa o pozostaniu sobą, bez względu na to, co się dzieje, działaniu według własnej woli; o swoim buntowniczym sercu. Jest świadoma, że ledwie przetrwała, ale jest w miejscu, w którym chciała się znaleźć. I to chyba najważniejsze.

Jaki jest nowy album Madonny? Po prostu ludzki, od słabości po koronę (przy czym i z koroną człowiek pozostaje pusty bez miłości). To dobry i przemyślany album o produkcjach na wysokim poziomie. Ci, którzy zaopatrzą się w limitowaną edycję na 2 płytach CD będą mogli poznać dodatkowo cztery utwory: Beautiful Scars, Borrowed Time, Addicted i Graffiti Heart oraz dwa remiksy singla Living For Love – PAULO & Jackinsky Full Vocal Mix i Funk Generation & H3dRush Dub. Nakład Super Deluxe, dostępny w Polsce, wynosi ponoć tylko 500 egzemplarzy. Płyta dostępna jest także w wersjach: Standard (14 utworów), Zagraniczna Płyta – Polska Cena (14 utworów) i Deluxe Edition (19 utworów, które starałem się przybliżyć swoim czytelnikom). Polecam!

▲ Dołącz do dyskusji o nowej płycie pod postem z recenzją na Facebooku.

OCENA: 8/10.

Polecane: Living For Love, Devil Pray, Best Night, Messiah, Ghosttown, Hold Tight.

Madonna, Rebel Heart (Universal Music Polska, 2015)

deezer_Iphone01aKliknij i słuchaj!

Wybierz okładkę i zamów: 

Rebel Heart Deluxe PA Rebel Heart PA ????????????????????????????

Advertisements